Statek błaznów

Premiera - 18.06.2010

Obsada

Reżyseria: Piotr Tomaszuk
współpraca reżyserska:Rafał Gąsowski
Scenografia: Eva Farkasova
Muzyka: Piotr Nazaruk

Występują:
Kapitan: Rafał Gąsowski
Kataryna:Katarzyna Siergiej/Monika Kwiatkowska

Dariusz Matys, Karol, Smaczny, Miłosz Pietruski, Monika Kwiatkowska, Paulina Karczewska, Łukasz Jarzyński 

"Statek Błaznów" to sztuka Piotra Tomaszuka oparta na wczesnorenesansowym poemacie Sebastiana Branta"Das Narrenschiff" ("Łódź głupców"). Artystyczne przedsięwzięcie reżysera wspierają znani z wcześniejszych realizacji, znakomici artyści: EvaFarkasova - scenograf oraz Piotr Nazaruk - kompozytor.

"Statek Błaznów" jest moralitetem demaskującym błazeńską naturę człowieka i jego odwieczną skłonność do grzechu. Interpretacja wierszalińska sytuuje miejsce akcji w czasach współczesnych,na statku, którego celem są wyspy szczęśliwości.

O atrakcje uczestników rejsu zadba Kapitan,w rolę którego wciel się Rafał Gąsowski oraz jego asystentka Kataryna - Katarzyna Siergiej. Wspektaklu zobaczymy także: Dariusza Matysa, Karola Smacznego, MiłoszaPietruskiego, Monikę Kwiatkowską, Paulinę Karczewską oraz Łukasza Jarzyńskiego.

Warsztaty Teatru Wierszalin

P W Ś C P S N
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30

Zarezerwuj bilet on-line - kliknij

Monika Żmijewska
Okręt błaznów jak upiorne widmo/Gazeta Wyborcza

Kuszą wyspy szczęśliwości, nadmiar nęci, chciałoby się wszystkiego spróbować, a koniec i tak czeka wszystkich ten sam. No to chlup, za burtę trup.
Znakomity spektakl na koniec sezonu przygotował teatr Wierszalin. I o tyle to informacja dobra dla widzów, że choć wakacje właśnie się zaczęły - "Statek błaznów" grany będzie jeszcze osiem razy - we wszystkie weekendy lipca. Piotr Tomaszuk ze swoją ekipą wziął na warsztat jedno z najbardziej tajemniczych dzieł renesansowej literatury - poemat Sebastiana Branta - "Okręt błaznów" z XV w. Dzieło to w Polsce właściwie nieznane - dopiero niedawno na język polski przetłumaczył je prof. Andrzej Lam. Olbrzymi moralitet to zbiór rymowanych satyr, piętnujących słabości człowieka, jego skłonności do grzechu i błazeństwa. Trudny alegoryczny tekst Tomaszuk przełożył na język współczesny, w takich też czasach je umiejscowił, choć z XV-wiecznego anturażu też całkowicie nie zrezygnował. Powstała intrygująca adaptacja, bogata w detale i pomysły inscenizacyjne, podkreślająca jak bardzo - mimo upływu pięciu wieków - uniwersalny jest tekst Branta i jak niewiele zmieniło się w człowieczej mentalności. Zachłanny na nowe doznania, podatny na grzech i pychę - oto człowiek. Nawet gdy otoczony technicznymi gadżecikami, nowoczesnością, we współczesnych ciuchach, to w sumie taki sam jak ten z XV w.
Oto mamy barwną czeredę chętną na wyjazd do Wysp Szczęśliwości: młodą dziewczynę, podrzędnego biznesmena, hipisującego niebieskiego ptaka i jeszcze paru innych. Na pokładzie statku wita ich uśmiechnięta stewardesa, przedstawia kapitanowi. Jeszcze stosowna reklama na małym ekraniku, jeszcze czapeczki błaznów na głowę. I zaczyna się podróż, pełna wszelakich atrakcji, w stylu: hulaj dusza, piekła nie ma. Pasażerowie poddają się gładko wszelkim dyrektywom kapitana: a te brzmią następująco: kto nas zabawi najlepiej - zyska tytuł króla błazna i będzie rządzić resztą. Na początek zadanie: przedstawmy siedem grzechów głównych! Pasażerowie są gotowi zrobić wszystko, z każdą minutą zaczynają przypominać groteskowo uśmiechnięte marionetki. Zapłacili, i jeszcze się cieszą, choć serwowanych im wymyślnych upokorzeń zaczyna być coraz więcej. Wyprawa do Wysp Szczęśliwości zmienia się z wolna w szaleństwo grzechu i karnawału, kapitan przestaje się uśmiechać mile, a zaczyna złowieszczo...
Mnóstwo w spektaklu niespodzianek, nagłych zwrotów akcji i nastrojów, komizmu tu tyle samo co dramatycznych scen, a wesoła zabawa w jednej chwili potrafi zamienić się w upiorny wodewil. Nie wiadomo już, czy scena to okręt, czy budka z piwem, kościół, czy basen, teraźniejszość, czy przeszłość. Pasażerowie odgrywający kolejne grzechy główne czasem przypominają ohydne maszkary jakby rodem z Boscha (scenografia - Eva Farkasowa), a czasem mają kostium współczesny. Bełkotliwy język współczesnego cwaniaczka uosabiającego najgorsze polskie cechy - nietolerancję, złość, zawiść (świetny Dariusz Matys) zderzony jest tu ze średniowiecznymi frazami z Branta. I o dziwo, są ciekawie wkomponowane i mimo archaiczności języka, ani na chwilę nie nużą: "błaznem jest ten, co dobra mnoży, choć to szczęścia nie przysporzy", "kto ma za dużo, chce nadmiaru", "dogoni cię prawda twego grzechu". Jako puentę kolejnych scen, do przewrotnej muzyki Piotra Nazaruka (swoją drogą, chętnie usłyszałabym ją na płycie) sentencje te wygłasza ironicznie, lub też radośnie - groteskowy tandem: Kapitan (intrygujący autoironiczny Rafał Gąsowski, bardziej niż zazwyczaj lakoniczny w ruchach i gestach) i Kataryna (świetna, diaboliczna Katarzyna Siergiej). Scena zaś, w której przerażone towarzystwo patrzy, jak ta straszna dowcipkująca dwójka zawija nieżywego pasażera w dywan i bawi się w wyliczanki: "trup do trupa, będzie zupa", "trup się z trupem zaprzyjaźni, leżeć na dnie będzie raźniej" - to prawdziwy majstersztyk.
Zresztą w "Statku błaznów" najwięcej spośród ostatnich spektakli Wierszalina - błyskotliwej zabawy językowej, warto zobaczyć go drugi raz, by wszystkie te niuanse wyłapać. Najwięcej też tu zmian nastroju - od kabaretowego rubasznego klimatu po piękny, poruszający w swej prostocie finał. Skoro wyprawa na wyspy szczęśliwości, to i Adam i Ewa są obowiązkowi. Nie będziemy zdradzać szczegółów, by nie psuć efektu. Dość powiedzieć, że nagość dwojga ludzi (znakomici i odważni Miłosz Pietruski i Monika Kwiatkowska) można zagrać tak, by była pozbawiona erotyzmu, i wzbudzała czułość. A strach - tak, że i widownia może poczuć się nieswojo

Monika Roman
"Demoniczny rejs na Wyspy Szczęśliwości" DZIENNIK TEATRALNY

   Tworząc "Statek Błaznów" Piotr Tomaszuk inspirował się renesansowym moralitetem Sebastiana Branta "Das Narrenschiff". Tematem przewodnim dzieła jest rejs głupców ku Naragonii- błazeńskiej ziemi obiecanej. Załoga i pasażerowie statku to reprezentanci wszelkich warstw ówczesnego społeczeństwa. Łódź Głupców stanowi zatem miniaturę świata, tak wielu różniącym się od siebie postaciom, skupionym na małej powierzchni przygląda się Sebastian Brant.W ponad stu satyrach, autor skrupulatnie analizuje ludzkie słabostki i szyderczo z nich kpi. Bezlitośnie odsłania niedoskonałości. Zdejmuje maski, pod którymi społeczeństwo ówczesnej Europy próbuje ukryć  tożsamość- swoje grzeszne „ja” . O  wartości poematu stanowi jego uniwersalność, którą Tomaszuk dobrze wykorzystał.
   
Na „Statek Błaznów” gorliwie zaprasza urocza Kataryna ( Katarzyna Siergiej) i szarmancki Kapitan ( Rafał Gąsowski). Rozentuzjazmowani pasażerowie ochoczo wchodzą na pokład. Pochłonięci snuciem fantazji na temat wspaniałej podróży, nie zauważają, że Kataryna pozbawia ich indywidualności i przemienia w błaznów. Czyni z nich głupców, którymi można kierować bez żadnych przeszkód. „Kurwy, szpicle i bęcwały...”, niczym marionetki, posłusznie wykonują rozkazy Kapitana. Nie zgłaszają żadnych sprzeciwów, nie pytają o cel wykonywanych czynności. Mechanicznie wiosłują, śpiewając „My błazny nie jesteśmy sami, siedem grzechów płynie z nami ...”, zdają się nie spostrzegać, że tekst piosenki obraża ich godność. Podnieceni, pozbawieni możliwości podejmowania jakichkolwiek decyzji, płyną na Wyspy Wiecznej Szczęśliwości.
   
Statek zdaje się być więzieniem, z którego nie sposób uciec. Ba, bez którego nie sposób funkcjonować. Człowiek bowiem, przez swój grzech pierworodny, uwikłany jest w błazeństwo. Błazeństwo to skłonność do popełniania występków,  przybieranie sztucznych postaw w celu ukrycia swego prawdziwego „ja”. Jest ono nierozerwalnie połączone z  ludzką naturą. Przypominać o tym ma za zadanie Grzechu Owoc, który wytyka wszystkie narodowe wady Polaków „ Niech zobaczy Polska cała jak wygląda mózg pedała...” Jest przy tym nieco irytujący, momentami drażni a to przez nieustanne powtarzanie pewnych konstrukcji składniowych, pełniących funkcję przecinka. Zabieg ma za zadanie unaocznić nam- publiczności, nam -społeczeństwu skłonności do popełniania ciągle tych samych błędów. Grzechu Owoc dokonuje prześmiewczego przeglądu sztandarowych „polskich” grzechów, którymi są : homofobia, bezsensowna dewocja na pokaz, alkoholizm. Kpiny skierowane są także w stronę publiczności a właściwie całej ludzkości. Wyliczanka ułomności jest zatem zbiorowym, ponadczasowym, rachunkiem sumienia.
   
Pierwszą część spektaklu można określić jako kabaretową. Muzyka, teksty piosenek, tworzą klimat frywolny, humorystyczny. Klimat ten szybko się zmienia- widz zostaje przeniesiony w przerażający świat, w którym  śmierci i następującego po niej rozliczenia za grzechy. Okazuje się bowiem, że Statek Błaznów podąża trasą wyznaczoną przez Czterech Jeźdźców Apokalipsy : Wojnę, Zarazę, Głód i Śmierć. W tej części przedstawienia teatralnego padają pytania o cel ludzkiego życia.
   
Cały świat pogrążony jest w grzechu. Nawet Cztery Cnoty Kardynalne pokazują publiczności nagie pośladki, pozbawiając się tym samym autorytetu.. Roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo przestają być wartościami kierującymi światem. Brakuje wzorców do naśladowania. To błędne koło może zatrzymać tylko Koniec. Wizji Sądu Ostatecznego w spektaklu Wierszalina nie zobaczymy, możemy natomiast oglądać  Raj: pierwsi ludzie to bezbronne, przerażone, niezdolne do samodzielnego myślenia stworzenia. Ich życiem kieruje Bóg. Adam i Ewa są ubezwłasnowolnieni i przez to niezdolni do świadomego podejmowania  złych decyzji. Ich grzech  wynika z niewiedzy i ciekawości. Człowiek wygnany z arkadii, ma co prawda wolną wolę, lecz jego zachowaniem kierują instynkty i emocje, a to sprawia, że decyzje przezeń podejmowane nie są w pełni racjonalne.
   
Jednym z instynktów, mającym ogromny wpływ na zachowania ludzkie, jest popęd płciowy. Całą ludzkością i czterema głównymi żywiołami: wodą, ogniem, ziemią i powietrzem, rządzi Seks. Cielesność, seksualność wpisane są w nasze człowieczeństwo- ani wykształcenie, ani przynależność do uprzywilejowanego stanu duchownego, nie czynią człowieka wolnym od pożądania. Przedstawiciele kleru i inteligencji próbują zatem chować się pod maskami cnotliwości i szlachetności. Maski te, w trakcie spektaklu zostają zerwane. Okazuje się, że skrywają się za nimi, wyuzdani rozpustnicy. Podczas obserwacji bezlitosnego odsłaniania ludzkich słabości, nasuwają się egzystencjalne pytania: Co reprezentuje sobą człowiek? Kim tak naprawdę jest i jaką pełni funkcję? Jeżeli duchowieństwo jest bardziej występne niż przeciętny obywatel, kto ma być wzorem do naśladowania? Na te pytania każdy z nas musi udzielić odpowiedzi samodzielnie.
   
Tomaszuk pokazuje widzom świat zatopiony w grzechu, ludzi z przyjemnością oddających się rozpuście. Trzeba przyznać, że takie wyobrażenie rzeczywistości nie jest optymistyczne. Wręcz przeciwnie, przerażające. „Statek Błaznów” jest sztuką, wzbudzającą w oglądających uczucie „litości i trwogi” ale jednocześnie fascynującą formą pokazania tajemnic oraz zakamarków ludzkiego życia i determinującego jego zachowanie, skomplikowanego, nieodgadnionego i czasami trudnego do zaakceptowania otoczenia.

 Strona główna |  Zobacz pozostałe strony: Aktualności · O Teatrze · Zespół · Spektakle · Warsztaty · Bilety  · Archiwum zdjęć · Filmy · English version

Śledź nasze profile w mediach społecznościowych: Facebook · Instagram · Twitter · Vimeo


BIP