Golem

Premiera - 13.04.2014

Obsada

Inscenizacja i scenografia: Piotr Tomaszuk

Muzyka: Piotr Nazaruk

Reżyseria: Zespół pod kierunkiem Rafała Gąsowskiego


występują:

Athanasius Pernath - Golem: Rafał Gąsowski
Aron Wassertrum,Zwak,Strażnik: Miłosz Pietruski
Miriam: Paula Czarnecka.
Hrabina: Monika Kwiatkowska/Katarzyna Gacal
Rabin Hillel: Dariusz Matys

"Jak myśli człowiek? Okiem myśli człowiek. Widmem było wszystko, co zgęstniało do formy. Przyszedł do ciebie Golem. Znaczy to zbudzenie umarłego przez moce duchowe, a kto jest tak zbudzony już nie może umrzeć, bo sen i śmierć -  dla niego to jedno."  

/Gustav Meyrink/

*

"Golem" to kryminalne i zarazem mistyczne przedstawienie, powstałe na podstawie powieści czesko-austriackiego pisarza Gustawa Meyrinka, którego zalicza się jako prekursora powieści egzystencjalnej. Przedstawienie skupia się na indywidualnych losach wolnej jednostki ludzkiej: czy człowiek ma bezpośredni wpływ na to kim jest i dokonuje niezależnych wyborów?

Głównym bohaterem jest mieszkający w praskim getcie snycerz Atanazius Pernath, do którego przychodzi tajemniczy człowiek ze zleceniem naprawy księgi „Ibbur” - zawierającej klucz do zrozumienia wędrówki dusz. Po wizycie Pernath odkrywa, że nie posiada żadnych wspomnień dzieciństwa, musi powoli odbudowywać swoją pamięć. Od tego momentu Pernathowi towarzyszy także poczucie szczególnej misji. Jego istnienie jest zawieszone między przyszłością a przeszłością.  Niektóre wydarzenia, które go spotykają, mogą być tylko snami, inne zaś transcendentnymi zdarzeniami spoza realnego świata. Tajemnicze losy bohatera odwijają się w przedstawieniu bardzo powoli, tak jak w dobrym kryminale. 

Powieść Gustava Meyrinka, nasycona filozofią i mistyką, jest jak labirynt - pełna fałszywych korytarzy. „Golem” Teatru Wierszalin jest „śledztwem” w sprawie zrozumienia i zinterpretowania tajemniczego dzieła „szatana z Pragi”. Teatr Wierszalin, z charakterystyczną dbałością o symbole i związki kulturowe przygotował przedstawienie wykorzystując całą bazę wiedzy na temat judaizmu rabinicznego i chasydyzmu. W interpretacji Teatru Wierszalin Golem - to ktoś kto przychodzi z przyszłości do samego siebie. 

Fabuła przedstawienia przypomina barokową powieść szkatułkową. Czas biegnie nielinearnie. Częste nawroty sytuacji, zakrzywienia czasoprzestrzeni, równolegle pokazywane alternatywne światy i rzeczywistości, tworzą wrażenie, że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość  mieszają się. Kiedy wydarzyły się oglądane sceny? Czy teraźniejszość jest tylko jedna?

Aktorzy pokazują wyjątkowe zdolności do metamorfozy. Jest ich tylko pięcioro, ale odgrywają znacznie więcej postaci. Wielopoziomowość odgrywanych ról powoduje, że nasuwa się pytanie: Czy różni bohaterowie to rzeczywiście różne osoby? Czy jedna dusza wędrowała przez wiele ciał i w każdym pozostawiła po sobie ślad?

Po raz pierwszy w Teatrze Wierszalin, Piotr Tomaszuk przygotował w całości scenografię i inscenizację przedstawienia. Zaowocowało to powstaniem zupełnie nowej przestrzeni teatralnej. Zburzony został dotychczasowy układ sceny i widowni. Widzowie zostali ustawieni wobec przestrzeni scenicznej, która jest prawie namacalna, a swoimi wymiarami dorównuje największym scenom w Polsce! Jest to dopiero początek nowych możliwości i rozwiązań przestrzennych, które rozwijane będą w kolejnych  przedstawieniach Wierszalina. Porywającą muzykę i oprawę dźwiękową rozbrzmiewającą w wielu planach akustycznych, skomponował, znany widzom z przedstawień takich jak „Bóg Niżyński” czy „Wierszalin. Reportaż o końcu świata” - Piotr Nazaruk.

Przedstawienie dociera do widza na wielu płaszczyznach: fabularnym, symbolicznym, plastycznym i akustycznym. Wielość odgrywanych postaci, ciągłe metamorfozy aktorów, dynamiczna  muzyka i wyjątkowa oprawa świetlna i scenograficzna sprawiają, że „Golem” wywołuje wrażenia jak hoolywoodzka produkcja filmowa.

„Golem” to przedstawienie z gatunku fantastyki grozy, łączące motywy tragikomedii i kryminału. Spektakl, który próbuje odpowiedzieć na pytania dotyczące związków człowieka ze światem przemian i inicjacji duchowych.

*

Warsztaty Teatru Wierszalin

P W Ś C P S N
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30

Zarezerwuj bilet on-line - kliknij

Monika Żmijewska
Chaos w Wierszalinie

Historia całkiem niejasna, fabułę trzeba sobie składać samemu, odzyskiwać pamięć razem z bohaterem, wędrować przez czasy i zakamarki... ale za to jaki ma klimat! Najnowszy spektakl Teatru Wierszalin to "Golem" bez Golema, za to z różnorodną galerią postaci, przemykających na przełomie wieków po praskich uliczkach. Do zobaczenia w sobotę i niedzielę (3-4.05)
Umówmy się. Jeśli ktoś zjawi się w supraskim teatrze bez podstawowej wiedzy o dziele "Szatana z Pragi", jak nazywano ekscentrycznego Gustava Meyrinka, autora "Golema" - raczej może mieć trudność z połapaniem wszystkich wątków. Już książka w sposób dość zawikłany przedstawia historie, odmykające się niczym pudełeczko w pudełeczku, czy też matrioszka w matrioszce. Praskie legendy przenikają się u Meyrinka z wątkami kabalistycznymi i okultystycznymi, bohaterów też krąży cała masa. I rzeźbiarz Pernath (Rafał Gąsowski), co stracił wszystkie wspomnienia, i demoniczny handlarz Wassertrum (Miłosz Pietruski), co to nie ma dobrej prasy, i jego tajemniczy nieślubny syn Charousek, co poprzysiągł zemstę za krzywdę matki, i uciekająca przed Wassertrumem kobieta (Katarzyna Gacal), i rabin żydowski, i tajemnicze postaci, pojawiające się z tajemniczymi przedmiotami, księgami, kapeluszami. I wreszcie Golem - sztuczny człowiek, którego pewien rabin powołał do życia kilka wieków temu. Operacja się nie udała, stwór wymknął się spod kontroli...
Fabularne puzzle
Wszystko u Meyrinka podane jest w sposób dlań charakterystyczny: z dużą domieszką groteski i ekspresjonizmu, poetycko i wielopiętrowo, co utrudnia jednoznaczną interpretację i powoduje, że całość wymyka się z każdej szufladki, do której "Golema" chcielibyśmy wcisnąć.
W Wierszalinie jest podobnie, a ze względu na fabularną skrótowość i brak linearnej struktury, całość się robi jeszcze bardziej skomplikowana i niejasna. Widzowie więc wyjścia mają dwa. Albo na spektakl wybrać się, uprzednio przypomniawszy sobie choć odrobinę tekst Meyrinka, by już w trakcie nie zachodzić w głowę jak sobie to "golemowe" puzzle ułożyć i skupić się jednak na czymś ważniejszym.
Albo też niczego sobie nie przypominać, machnąć ręką na fabułę i odcyfrowywanie składnej treści, i poddać się w całości magicznej aurze przedstawienia. Bo to właśnie klimat, poszczególne sceny, a nie logiczna akcja i wynikające z niej niuanse, jest w spektaklu największą wartością. Potraktujmy go jak spirytystyczny seans, w którym nic nie jest na swoim miejscu, nic do końca nie wiadomo, duchy mieszają się ze światem żywych.
Rewiry świadomości
W Wierszalinie przenikają się więc różne historie, różne rzeczywistości, czas się zatrzymuje, a niekiedy nawet zapętla (powtarzane sekwencje). Szyld Cafe Chaos staje się zaś słowem - kluczem: to jakby znaleźć się na planie Wielkiego Chaosu. Jest tym chaosem życie w praskim getcie, jest przełom wieków, jest miks żydowskich legend, jest wreszcie zniszczona świadomość Atanasiusa Pernatha (Rafał Gąsowski), który nie bardzo wie, kim jest, i niewiele pamięta. Clou spektaklu to na swój sposób próba odzyskiwania jego pamięci z różnych okruchów.
Świetnie to wdzieranie się we własną świadomość pokazuje scenografia spektaklu: oto drewniana chałupa, w której bytuje Wierszalin, uległa jakby magicznemu rozszerzeniu, zarówno wzdłuż, wszerz, w górę, jak i w dół. Metalowa konstrukcja rozpycha wnętrze teatralnej sali od środka - ma liczne zakamarki, drzwiczki, antresole, drabinki. Aktorzy wcielające się w różne postaci przemykają tu i tam, znakomicie przywołując klimat praskich mrocznych zaułków, XIX-wiecznego żydowskiego getta, tajemniczych ciemnych pokoi, piwnic, strychów. Tej miejskiej, działającej na zmysły topografii, towarzyszy też na swój sposób topografia duchowa. Te same miejsca, jeszcze przed chwila będące obskurnym szynkiem, katedrą, żydowskim mieszkaniem przyszykowanym do modlitwy, strychem pełnym pajęczyn - szybko potrafią zamienić się we wnętrze umysłu. Pernath mówi: "moja pamięć ukryta w jakimś dziwnym domu...". I przedziera się przez różne pokoje, z jednej części konstrukcji na drugą - jakby przemieszczał się przez piętra własnej świadomości, pokonywał jej rozmaite rewiry, próbując się w tym wszystkim jakoś odnaleźć. Co nie jest łatwe: kolejne pojawiające się w jego życiu postaci, niosą właściwie ze sobą więcej tajemnicy niż wyjaśnień dotyczących jego tożsamości.
Sacrum i profanum
Wierszalin nie rozjaśnił za bardzo Meyrinkowej opowieści, za to odarł (na szczęście) tekst z wszelkich "błyskawicznych epidemii duchowych", "ciał astralnych", "dusz wegetacyjnych", "ucieleśnień". Język Meyrinka, przy całym szacunku do wymowy całego dzieła, naszpikowany spirytystycznymi terminami modnymi w jego epoce, brzmiałby dziś raczej fałszywą, egzaltowaną nutą. Spektakl tego uniknął. Sporo w nim za to czystych pięknych scen, naszkicowanych ascetycznie, acz przejmująco. Jak choćby moment, w którym rabin Hilel (Michał Karczewski) zapala menorę i zaczyna pięknie śpiewać. Światełko pełga, czas się zawiesza, i już nie wiadomo, w jakiej epoce jesteśmy: XIX, czy może XIII wieku w jakimś żydowskim domu? (ponadczasowość podkreśla też znakomita muzyka niezawodnego Piotra Nazaruka).
Albo scena, w której Pernath przedziera się przez różne pokoje, boi się własnego cienia, zaczyna sam ze sobą rozmawiać i się (zabawnie nieco) uspokajać. Albo rozmowa z Miriam (Paula Czarnecka), o pamięci i o tym, jak jedni wiele daliby, aby pamięci się pozbyć, a inni ją odzyskać.
Jak to w wierszalińskich spektaklach bywa, tak i w "Golemie" przełamują się nastroje, sacrum miesza się z profanum, przaśność z mistycyzmem. Proporcje są w sam raz, nieoczekiwane wolty nastroju potrafią sprawić niespodziankę. Biesiadowanie w szynku, ulicznice pokazujące swoje sfatygowane cokolwiek wdzięki, frywolne piosenki. Ale też natchniona żydowska modlitwa, krzyż w katedrze, rozmowy o pustce. Wszystko to aktorzy potrafią całkiem zgrabnie naszkicować - słowem, dźwiękiem, choreografią. Tak jak i duszny klimat praskich uliczek, mroczne ciemne domy, pijackie przyśpiewki w barze, czy wreszcie strach gawiedzi, gdy co kilkadziesiąt lat na ulicach pojawia się widmo. Golem.
W żydowskiej mitologii to sztuczny człowiek - ulepiony z gliny, ożywiony za pomocą magicznych rytuałów, pozbawiony duszy i wolnej woli. W spektaklu Wierszalina nie jest na pierwszym planie, to raczej metafora, pojawia się gdzieś w tle, nie wiadomo, jak wygląda. Pernath ma na swój sposób z nim coś wspólnego - próbuje ulepić się na nowo, własne myśli, własne wspomnienia, czasem przypomina bezwolną kukłę, pustą, jakby wyssaną od środka. Również w kompozycji spektaklu - rwanej fabule, pełnej pęknięć i nieprzystających kawałków, jest coś z Golema.[...]

 Strona główna |  Zobacz pozostałe strony: Aktualności · O Teatrze · Zespół · Spektakle · Warsztaty · Bilety  · Archiwum zdjęć · Filmy · English version

Śledź nasze profile w mediach społecznościowych: Facebook · Instagram · Twitter · Vimeo


BIP